Jutro...
magiczna kraina jak to ktoś gdzieś napisał. A my... planujemy, rozmyślamy, ustawiamy swoje życie w konkretnych miejscach, u boku konkretnych ludzi, zupełnie tak,jakby nam było to z góry dane,zaplanowane i przewidziane. Chcemy być jasnowidzami własnego życia i dodatkowo mieć nad wszystkim kontrolę...a czas pokazuje nam Fuck You. Jak mawia moja koleżanka z pracy.
Bo to tak dokładnie jest. Wciąż zapominamy, że jutra... MOŻE nie być. Wciąż wydaje nam się, że mamy jeszcze tak dużo czasu... na siebie, na innych, na marzenia... A nas zwyczajnie dotyka nieświadomość... nieświadomość ulotności chwil i mimo ciągłego o tym przypominania... zapominamy. Niewiele nam to wszystko daje... bo nagle coś spada na nas jak grom z jasnego nieba i niewiele zostaje z tego co miało być. Miało, ale coś lub ktoś miało na nas inny, może lepszy plan, chociaż jak do tej pory ciężko jest nam w to uwierzyć. A my zapominamy znów o kolejnej rzeczy. ŻE NAPRAWDĘ nie wszystko musimy rozumieć. Nic nie jest nasze, ani nikt. Istnieje jedynie zmiana, która jest STAŁĄ. Nie mamy na to wpływu. Nawet kiedy gdy czytasz te słowa tak bardzo coś w Ciebie uderza, boli. Kiedy coś sprawia, że ciężko pogodzić Ci się z tym co przydarzyło Ci się w przeszłości czy teraźniejszości czy może... ciężko będzie odnaleźć się po tym co jeszcze los nam przygotowuje... nie martw się. To wszystko jest naprawdę po coś. Każde zdarzenie daje nam szansę na wyciągnięcie miliona różnych wniosków. najważniejsze jest, aby wyciągać z nich to co najlepsze. Mamy być rośliną, która pomimo tego, że miota jest przez nadmierny wiatr, słońce, i powodzie wciąż wzbija się ku niebu...czyli temu najwyższemu, temu co jest ponad nami, ponad nasza miarę i małą niekiedy - wiarę. Mamy być silni. Możemy dziś przypominać wierzbę płacząca, ale ta wierzba mimo, że smutna- wciąż silnym korzeniem błogosławiona jest matką ziemią, która ją trzyma za jej korzenie- ręce, wspiera ją i daje siłę. Drzewo to czuje, dlatego wciąż sobie radzi. Przyjdzie dzień kiedy nie będziesz wierzbą płaczącą, ale piękną, karmiącą się energią słońca różą, a może konwalią. Widzisz tę piękną zależność... doświadczając na różnych poziomach samego siebie możemy lepiej odkrywać własne skarby i lepiej czuć jednośc z Bogiem. On jest przy nas przez cały czas. Owszem, możemy planować... jednak życie ma być też poszukiwaniem. Mamy szukać siebie, lepiej rozpoznawać siebie, rozwijać siebie. ALE poznawania doświadcza się także poprzez współdziałanie z innymi. Nikt z nas nie jest samotną planeta. Nawet jeśli kiedyś tak się czuliśmy to tak nie jest. W różnych sferach życia będziemy duszy doświadczać poprzez innych. Zobaczymy dzięki nim swoje światło i swój mrok. Mrok nie straszy tak bardzo kiedy się go dotyka i zaczyna w niego w chodzić- można lepiej go poznać. Można poznać te punkty, czułe punkty nas, które wymagają jeszcze przyjrzenia się im, uleczenia, które potrzebują rozmowy. Zaopiekowania...
Zatem...nie kończmy się tam gdzie nasze końce. Koniec zawsze może być początkiem. Początkiem nowych nas. Nie ma winy Jest poczucie odpowiedzialności. To buduje. Może dać nam nową drogocenną substancję... naszą własną siłę.. siłę do zmian.
Poznawaj siebie... ja wciąż jestem w drodze...
życzę Ci szczęścia i trzymam za Ciebie kciuki...

